31 października 2018

Ty wybierasz to, czego doświadczasz w swoim życiu

Ty wybierasz to, czego doświadczasz w swoim życiu


Autor: Daniel Karwicki


Być może ta koncepcja nie znajdzie akceptacji u wielu osób. Nie ma się zresztą co dziwić. Ciężko jest raczej człowiekowi uwierzyć, że stoi za wszystkim, co się w jego życiu dzieje. Często wydaje się mu, iż to czynniki zewnętrzne powodują taki, a nie inny stan rzeczy. Jednak warto zastanowić się nad tym, gdzie tkwi prawdziwa przyczyna.


Życie – w mniemaniu wielu ludzi – wydaje się jakimś dziwnym zbiorem przypadków. Tzw. szczęście i pech przeplatają się wzajemnie i wirują jak w tańcu. Ludzie dochodzą przez to do różnych wniosków. Że Bóg tak chciał, że los jest łaskawy bądź nie – albo i co gorsza – że przez całe życie wisi nad nimi czarna chmura itd. Czym jest jednak szczęście, a czym jest pech? Na ten temat też mogłaby powstać całkiem niezła dyskusja, albowiem czasami to, co wydaje się złe, obraca się w dobre albo dzieje się zupełnie na odwrót. Zostawię jednak te rozważania w tym miejscu. Przejdę do tego, o czym chciałem tutaj napisać.

Zawsze wybierasz – świadomie lub nie.

Zasada przyczyny i skutku nie powinna być dla nikogo obca. To, czego doświadczamy obecnie w naszym w życiu, jest po prostu rezultatem dokonanych przez nas wcześniejszych wyborów. Czasem się z tego powodu cieszymy, a czasem rozpaczamy. Zależy to od tego, co oczywiście wybraliśmy. Niezależnie jednak od otrzymanych rezultatów, jedno jest pewne. To my za nimi stoimy. Ty za nimi stoisz. I prawda jest taka, że mamy wszelkie prawo i moc zmienić wszystko, jeśli się na to zdecydujemy – zwłaszcza wtedy, kiedy coś nam się nie podoba. Pewnie w tym miejscu co poniektórzy nie zgodzą się takim twierdzeniem. Nie ma sprawy. Nie chodzi mi bynajmniej o to, aby wciskać komuś mój własny punkt widzenia. Zachęcam jedynie do przyjrzenia się temu, o czym jest tutaj mowa i do wyciągnięcia własnych wniosków.

Kontynuując temat. Nie da się ukryć, że wiele osób jest po prostu nieszczęśliwych. Pomimo tego, że na zewnątrz nic na to nie wskazuje i ludzie mogą wyglądać na w miarę szczęśliwych, tak wewnętrznie może być zupełnie inaczej. Często po prostu udają, że wszystko jest w porządku. W rzeczywistości ciągle borykają się z jakimiś problemami i cierpieniem. Coś im ciągle przeszkadza, ktoś im ciągle robi krzywdę, los zawsze zsyła niepowodzenia itd. Czy tak naprawdę jest? Czy faktycznie to „ktoś” lub „coś” tę krzywdę czyni? O tym za chwilę.

Może przyjrzyjmy się teraz temu, w jaki sposób ludzie postrzegają to, co się im przydarza i gdzie zazwyczaj umiejscawiają przyczyny swoich frustracji. Spójrz na coś takiego. „To on mi to zrobił”, „oni są niedobrzy i odpowiadają za mój los”, „sytuacja była niekorzystna”, „zostałem wykorzystany”, „ten człowiek jest dla mnie niemiły i życzy mi źle” itp. – takich stwierdzeń istnieją tysiące albo i więcej. O czym jednak one świadczą? O tym, że ludzie wszelkiego zła upatrują w innych lub umiejscawiają je właśnie gdzieś na zewnątrz siebie. Tylko czy ono przyszło ot tak sobie? Zadziałało wybiórczo i trafiło jednego nieszczęśnika, a drugiego zostawiło w spokoju? To raczej nie tak działa. No więc, jak to działa?

Jeśli chcesz lepiej to zrozumieć, to przyjrzyj się sobie i pomyśl np. o tym, skąd się ci „inni” ludzie pojawili w Twoim życiu? To Twoje środowisko, Twoje otoczenie – i tak naprawdę zawsze miałeś i masz możliwość zdecydowania, czy chcesz pozostać tam, gdzie jesteś i wśród ludzi, którzy Cię otaczają, czy to zmienić. To Ty wybierasz ludzi, z którymi chcesz przebywać; to Ty dokonujesz tego wyboru. Nikt Cię siłą przecież do tego nie zmusił ani nie zmusza.

W tej chwili pomyśl natomiast o jakiejś niekorzystnej sytuacji lub wydarzeniu w Twoim życiu. Jakich decyzji dokonałeś wcześniej, że doprowadziły Cię one do takiego właśnie miejsca i doświadczyłeś właśnie czegoś takiego? Coś przecież musiało być przyczyną. Najpewniej dokonałeś wcześniej takich wyborów, które doprowadziły Cię wprost do sytuacji, która stała się Twoją rzeczywistością. Nie spadła ona jak „grom z jasnego nieba”. To właśnie ciąg przyczyn i skutków do niej doprowadził – a za tym wszystkim stoisz oczywiście Ty i Twoje decyzje.

Powyższe przykłady wyjaśniają nieco, w czym rzecz. Widzisz, zawsze o czymś decydujesz, tylko w wielu przypadkach nie myślisz o tym, nie działasz świadomie i nie chcesz zdawać sobie sprawy z konsekwencji. Nie bój się tego przed sobą przyznać. Większość ludzi na świecie ma ten problem. Ja też go mam. Uświadomienie sobie tego faktu jest wspaniałą możliwością do pobudki. Błędem, który dość często popełniają ludzie, jest twierdzenie przez nich, że świetnie sobie radzą w życiu i wszystko mają pod kontrolą. Jeśli wszystko mają pod kontrolą, to dlaczego mają problemy, cierpią i obwiniają? Interesujące, prawda? To jest jak zamiatanie kurzu pod dywan. Na zewnątrz szczęśliwa mina. A co wewnątrz? Bałagan.

Decyduj w sposób świadomy.

Kluczem do lepszego zrozumienia tego, co faktycznie dzieje się w Twoim życiu, jak i tego, co będzie się w nim działo, jest dokonywanie wyborów w sposób świadomy. Kiedy podejmujesz jakieś decyzje, pomyśl najpierw o tym, gdzie może Cię to zaprowadzić. Czy będzie to korzystne? Niekorzystne? Dokąd to może zmierzać? No i przede wszystkim należy wziąć pełną, stuprocentową odpowiedzialność za własne decyzje. Nikt inny nie powinien być nimi obarczony. Sam wybierasz, więc jak wybrałeś coś, co nie do końca wyszło Ci na dobre, przełknij to. Następnym razem wybierz mądrzej.


Wiesz, że większość ludzi tego nie robi? Nie chcą. Boją się. Wolą zrzucić odpowiedzialność na wszystko inne, ponieważ tak jest łatwiej, wygodniej. W ten sposób pozostają jednak ciągle w stanie „uśpienia”. Nie kreują własnego życia, tylko są uzależnieni od tego, gdzie ich życie poniesie. No i oczywiście obwiniają samo życie za to, że nie prowadzi ich w jakieś przyjemne miejsca czy sytuacje. Jak ma jednak ich prowadzić, kiedy oni „śpią” i nie chcą kompletnie przyjąć do wiadomości faktu, że sami sobie gotują los, jakiego doświadczają? Że sami są za siebie odpowiedzialni?

Ludzie myślą „na oślep” – i to ich gubi. Gdyby większą wagę przykładali do tego, w jaki sposób myślą, odczuwają i działają, dostaliby wspaniałą możliwość zmiany swojego życia i nadania mu odpowiedniego kierunku, w którym ono by podążało – swoją drogą ta możliwość jest na wyciągnięcie ręki dla każdego. Wolą natomiast marnować czas i energię na narzekanie, obwinianie i cierpienie. A to nie jest świadome działanie, to jest kompletnie nieświadome i nieodpowiedzialne działanie.

Weź pod uwagę to – a szczególnie to – w jaki sposób postrzegasz świat, rzeczywistość i innych ludzi. Ma to duże znaczenie. Można powiedzieć, że najważniejsze. Uświadom to sobie. Jeśli na wszystko spoglądasz „złym okiem”, albowiem uważasz, że świat i ludzie są źli i chcą zawsze zrobić Ci krzywdę to… co przyciągasz? Jaką rzeczywistość sobie tworzysz? Kiedy robisz to nieświadomie, nie bądź zdziwiony, że cały świat zawsze „spada Ci na głowę”. Przyjrzyj się zatem swoim myślom, emocjom i temu, co robisz. Patrz, gdzie to wszystko Cię prowadzi. Spójrz też na to, w jaki sposób podejmujesz decyzje. Jeśli bezwiednie to lepiej będzie, jeśli zmienisz to. Pamiętaj o tym, że każdy wybór, jakiego dokonujesz, tworzy przyczynę. Jego następstwem będzie to, czego doświadczysz jako późniejszych konsekwencji – tak złych, jak i tych dobrych. Im bardziej będziesz świadomy tego, co myślisz, mówisz, czujesz i robisz, tym bardziej będziesz wiedział, co się tak naprawdę dzieje w Twoim życiu i dlaczego. Nie będziesz więcej zdziwiony rezultatami, jakie otrzymujesz, będziesz za to wiedział, dlaczego miały i mają one miejsce. I co najważniejsze, będziesz kreował własne życie.


Daniel Karwicki

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Jakie są zalety uważnego słuchania?

Jakie są zalety uważnego słuchania?


Autor: Daniel Karwicki


Relacje międzyludzkie to istotna część naszego życia. Nie można się oszukiwać, potrzebujemy siebie nawzajem i w związku z tym musimy się komunikować. Jednak nie tylko umiejętność używania mowy jest istotna w komunikacji. W takim samym stopniu ważna jest inna zdolność. Jaka?


To już na pewno wywnioskowałeś z tytułu. Zadaj sobie jednak takie oto pytanie: czy naprawdę słuchasz i potrafisz zrozumieć swojego rozmówcę? Myślałeś o tym kiedyś? Jeśli zadałbyś to pytanie przypadkowym osobom, to z pewnością usłyszałbyś, że potrafią wspaniale słuchać innych i są również wspaniałymi rozmówcami. Ludzie przecież wychodzą z założenia, że jak potrafią słyszeć, to potrafią i zrozumieć. Jednak nie zawsze tak jest – i prawdę mówiąc, rzadko tak bywa. Słuchanie to jedna sprawa, drugą jest natomiast zrozumienie przekazu. I rzecz nie w tym, że rozumie się wypowiadane przez kogoś słowa i zdania. To nie wystarczy. Żeby naprawdę zrozumieć drugiego człowieka, należy zrobić jedną rzecz.

Zacznij naprawdę słuchać.

Właśnie to warto uczynić. Dlaczego dobrze byłoby to zrobić? Ponieważ komunikacja międzyludzka, trzeba to niestety przyznać, bardzo kuleje. Co ciekawe, wszystko wokół człowieka rozwija się i ulepsza. Świat nie jest tym samym miejscem, jakim był np. 100 lat temu. Technologia przecież poszła w górę, medycyna się rozwija, przemysł itp. Natomiast ludzka zdolność komunikacji z drugim człowiekiem i umiejętność wysłuchania go… pozostawiają wiele do życzenia. Umiejętności te są cały czas osadzone w prehistorii – gdzieś tak na poziomie człowieka jaskiniowego. Takie porównanie może wydawać się niezbyt miłe i być może nie każdy je zaakceptuje. Oczywiście należy je traktować z przymrużeniem oka, chociaż mimo wszystko nie jest ono zbyt dalekie od prawdy. Dlaczego?

Wystarczy rozejrzeć się wokół, żeby zobaczyć, jak naprawdę wyglądają relacje międzyludzkie, jak wyglądają rozmowy i jaki mają przebieg oraz jaka jest kultura języka. W większości przypadków to wszystko jest jedną wielką katastrofą. Można odnieść wrażenie, iż ludzie, zamiast próbować osiągnąć porozumienie, obopólną zgodę lub chociażby zakończyć niewygodną rozmowę w kulturalny sposób, tworzą jeszcze więcej konfliktów i nieporozumień. Nie szukają zgody, tylko zwady. Wyglądają jak niegrzeczne dzieci, które rzucają w siebie kamieniami. Na jeden rzucony w nich kamień… odrzucają w przeciwnika większy. W tym przypadku kamieniami są oczywiście słowa. Wystarczy tylko sobie przypomnieć, jak nabierają tempa np. kłótnie i inne przykre sytuacje. Zaczynają się od czegoś małego – powód może być naprawdę błahy – a kończą się na prawdziwym dramacie. I nierzadko ludzie potrafią później odczuwać nienawiść do siebie nawzajem przez całe życie, ponieważ nie dość, że cały ten bałagan miał miejsce i został przez nich zainicjowany, to jeszcze zaczęło się wyciąganie tzw. brudów, osądzanie i wytykanie wad. Albo jeszcze gorzej, przypisywanie drugiej osobie tzw. diabelskich cech. W ten sposób nikt nie osiągnął jeszcze żadnej sensownej korzyści ani nie doszedł do właściwego porozumienia. Brak umiejętnego słuchania prowadzi zazwyczaj do tragedii.

Postaw się na miejscu swojego rozmówcy.

Żeby zrozumieć, co tak naprawdę inna osoba ma do zakomunikowania, dobrze byłoby zrozumieć jej punkt widzenia i przyjąć go jako swój na pewien czas. W ramach wyjaśnienia dodam coś, o czym warto tutaj wspomnieć. Postępując w ten sposób, nie odrzuca się automatycznie własnego spojrzenia na daną sprawę. Nie w tym rzecz, ponieważ nie chodzi tutaj o zamianę poglądów; chodzi bardziej o pełne uświadomienie sobie, jak rozumuje rozmówca i jakim torem biegną jego myśli. Dzięki temu dostaje się wspaniałą szansę na poprowadzenie rozmowy w zupełnie inny sposób niż dotychczas.

Pomyśl teraz o czymś takim. Ile razy ludzie siłą próbują przekonywać innych do swoich racji? I jak to wygląda? Czym to się zazwyczaj kończy? No i czy tacy ludzie tak naprawdę słuchają innych? Nie, albowiem jeśli ktoś wychodzi z założenia, że „ja mam rację”, to tak naprawdę oznacza to posiadanie klapek na uszach. Przyznać należy szczerze, iż często zdarza nam się być zaślepionymi przez własne myśli i pojęcie „mojej racji” oraz być głuchymi na to, co starają się przekazać inni. Sam nie jestem tutaj jakimś wyjątkiem. Zdarza mi się to, przyznam się, lecz doprowadzam się szybko do przytomności. Także naprawdę warto za każdym razem, kiedy się z kimś rozmawia, zastanowić się, co stara się przekazać druga strona. Być może uniknie się w ten sposób kłopotliwej sytuacji albo nawet i tragedii. I dlatego odrobina wysiłku włożonego w wysłuchanie innego człowieka jest warta zachodu, prawda?

Dobrze byłoby także mieć otwarty umysł i naprawdę słuchać. Wychodzenie z założeń typu: „ja mam rację”, „tylko ja wiem najlepiej”, „nie będę słuchał tych bzdur” itp. na dłuższą metę nie okaże się ani pomocne, ani konstruktywne w budowaniu czy utrzymywaniu odpowiednich relacji, jak i łagodzeniu sytuacji konfliktowych. Musisz zastanowić się nad czymś takim: chcesz wzniecać pożar, czy go gasić? Tę metaforę można odnieść właśnie do relacji międzyludzkich. Zbyt wiele osób wznieca pożar, a niestety za mało go gasi. Bądź więc tym, który gasi. Lepiej na tym wyjdziesz.


Daniel Karwicki

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Czy faktycznie jesteś tam, gdzie jesteś?

Czy faktycznie jesteś tam, gdzie jesteś?


Autor: Daniel Karwicki


Bycie w pełni obecnym w miejscu, w którym się akurat jest, stanowi naprawdę wielką sztukę. Być może ta sztuka nie jest aż tak skomplikowana, jak mogłoby się to wydawać. W zasadzie jest ona bardzo prosta, tylko ludziom wydaje się, że jest inaczej. Gdzie i w czym tkwi zatem problem? I jak można go rozwiązać?


Ludzkość od dawien dawna ma problem ze skupianiem się, uważnością i byciem w 100% fizycznie, duchowo i mentalnie w jednym miejscu. Ciekawe jest to, że od wieków różne nauki kładą na to nacisk, a jednak tak mało ludzi bierze je sobie do serca. Niosą one jednak dość istotny i mądry przekaz – i dobrze byłoby chociaż trochę się tym tematem zainteresować. Jaki problem wynika natomiast z bycia nieuważnym? O tym poniżej.

Jaki jest jeden z ważniejszych problemów, który mają ludzie?

Nie są obecni tam, gdzie są. Za to są obecni w wielu innych miejscach, w których akurat nie muszą wcale być. W takim razie, gdzie oni są? Najczęściej „przesiadują” w przeszłości, przyszłości oraz w wielu innych miejscach, do których zaprowadziły ich błądzące myśli i wyobraźnia. Częstym widokiem w dzisiejszych czasach są także ludzie, którzy mają dosłownie nosy utkwione w telefonach i innych urządzeniach. Ludzie ci kompletnie nie zdają sobie sprawy z tego, gdzie są i co tak naprawdę robią. Można jednak w tym miejscu śmiało przyznać, że ludzkość rozwinęła się pod względem technologicznym. To jest mimo wszystko duży plus, ponieważ wszelkie możliwości, jakie daje technologia, ułatwiają życie. A najbardziej wtedy, kiedy te możliwości są mądrze wykorzystywane.

Niestety – i trzeba to przyznać – istnieje również druga strona medalu. Wszelkie możliwości komunikacyjno-informacyjne, jakie dzisiaj istnieją, odciągają człowieka od bycia w pełni obecnym oraz wpływają niezbyt korzystnie na jego skupienie i umiejętność koncentracji. W sumie w tym miejscu zrobię małe sprostowanie. Zasadniczo to nie owe możliwości wpływają niekorzystnie na człowieka. One nic nie robią, one po prostu są i mają dobrze służyć. To człowiek decyduje o tym, co z nimi robi i w zasadzie to człowiek sam sobie czyni krzywdę. Na własne życzenie wpada najczęściej w ciąg robienia czynności, które kierują go w stronę kompletnego rozproszenia. Problem zatem w tym, że sam sobie taką sytuację tworzy, jednak nie dostrzega tego faktu. Jest w tysiącu różnych miejsc, tylko nie w tym, w którym aktualnie przebywa.

Żeby to sobie lepiej uzmysłowić, można podać prosty przykład. Załóżmy, że rozmawiasz z kimś, a ta osoba w tym samym czasie pisze wiadomości bądź gra w gry na telefonie. Gdzie ta osoba tak naprawdę przebywa? Jaką jakość ma taka rozmowa? Uważasz, iż ta osobie wie, co robi i wie, co do niej mówisz? Niezupełnie. Może i słyszy słowa, które rozumie, lecz tak naprawdę niewiele rozumie. Co to oznacza? Zdolność słyszenia to jedna sprawa. Skupienie uwagi na rozmówcy i zrozumienie jego przekazu to już sztuka. Sytuacja, która została opisana powyżej, nie jest rzadkością. Tego typu i podobne zdarzenia mają miejsce nagminnie.

Jak zacząć wyrabiać w sobie pełną uwagę i uniknąć dekoncentracji?

Można rozpocząć od czegoś prostego. I najlepiej będzie, jak tak się zrobi. Nie warto rzucać się od razu na głęboką wodę. Nie jest to zbyt dobrym pomysłem. Może skończyć się to zniechęceniem i frustracją. Nie będę więc sugerował, że od dzisiaj masz np. trzy godziny dziennie medytować w ciszy i spokoju. Raz, że w dzisiejszym świecie, zresztą bardzo zabieganym, wygospodarowanie 3 godzin w ciągu dnia jest raczej ciężką sprawą i dwa, że może nie być łatwo na samym starcie wytrzymać tyle czasu. Co natomiast można zrobić na początek? Chociażby odłożyć na 15 min telefon. Nie trzeba na niego przecież co chwilę zerkać. Jak ktoś ma zadzwonić, to przecież zadzwoni. Wydaje się to być może zabawne, lecz prawda jest taka, że są ludzie, którzy nie wytrzymują nawet minuty bez spoglądania na telefon albo muszą mieć go w rękach, ponieważ grają lub wykonują inne czynności za jego pomocą. Kolejną sprawą są portale społecznościowe i komunikatory. Warto je zamknąć przynajmniej na czas wykonywania ważnych rzeczy lub będąc w pracy. Nie ma w nich nic złego, wręcz przeciwnie, jednak wiele osób rozprasza się przez nie, co w efekcie daje o wiele niższą jakość wykonywanych czynności poprzez spadek uwagi. Zabierają też cenny czas. Ma to miejsce szczególnie wtedy, kiedy służą one do plotkowania, czyli do prowadzenia zbytecznych rozmów lub robienia czegoś, co w zasadzie niczego nie daje ani nie przynosi żadnych korzyści. Warto też spróbować medytacji. I w tym przypadku dobrze będzie, jeśli rozpocznie się od np. 5-10 minutowych sesji raz dziennie. Nie muszą być one długie. Nie w tym przecież rzecz; rzecz raczej w tym, żeby nie przedobrzyć za pierwszym razem.

Tak więc na początek wystarczą małe kroki, czyli wspomniane odłożenie telefonu, zamknięcie portali społecznościowych i komunikatorów na krótki czas albo wyciszenie się na chwilę dzięki krótkiej medytacji – warto zrobić to wszystko jednocześnie. Jeśli już w tym nabierze się wprawy, to można zacząć wydłużać sobie czas ciszy i spokoju. Dzięki temu umysł nie jest rozbrykany, człowiek nie jest bombardowany milionem informacji, w większości zbędnych, oszczędza także czas i co najważniejsze bardziej doświadcza siebie w miejscu, w którym jest. Zaczyna być naprawdę obecny i dzięki temu więcej dostrzega w przeciwieństwie do kogoś, kto ciągle jest „uśpiony”. Za stanem „uśpienia” stoi dekoncentracja – to już wiadomo. Dodać też należy, że jeśli ważne czynności, które wykonujesz, nie wymagają stałego używania telefonu czy Internetu, to spokojnie możesz sobie zaserwować powyższe eksperymenty. Sam zauważysz, jak Twoje uwarunkowanie i nawyki będą Cię ciągnęły w stronę przerwania ich. To dobre ćwiczenia na poobserwowanie siebie i swoich uwarunkowanych reakcji. Dobrze by było pamiętać także o jednym: albo się jest w pełni w jednym miejscu, albo nigdzie.

Skoro już była mowa o dzisiejszych możliwościach technologicznych. Można wykorzystać np. Internet do poszukania informacji na temat medytacji albo do porad, które pomogą poprawić własną koncentrację itp. Jest tego naprawdę sporo i ktoś, kto zapragnie trochę popracować nad sobą, łatwo znajdzie potrzebne informacje. Dobrze byłoby to zrobić. Dlaczego? Zauważ, że ludzi nie uczy się uważności. Zbyt wiele osób jest zdekoncentrowanych, za to zbyt mało jest uważnych lub w pełni obecnych tam, gdzie są. Brak jest widocznej równowagi. Może by zatem wprowadzić nieco ładu? Nie ma się co oszukiwać, świat jest dość „hałaśliwy”, więc tym bardziej należy postarać się o przeciwwagę dla wszelkiego zgiełku.

Zbliżając się do końca, chciałbym jeszcze coś od siebie dodać. Należy pamiętać, iż medytacja nie jest ćwiczeniem na koncentrację – przynajmniej według mnie. To raczej podróż w głąb siebie i dobrze ją w ten sposób postrzegać. Natomiast ćwiczenia na uwagę i koncentrację są czymś zupełnie innym. Jednak wszystkie te zabiegi wpływają korzystnie na człowieka i warto je stosować.

Siła koncentracji, wyciszenie, spokój, uważność i pełna obecność są naprawdę ważnymi czynnikami w życiu. Pomagają one w byciu bardziej świadomym człowiekiem. Świadomy człowiek to taki, który wie, gdzie jest, wie, co robi, wie, co myśli i wie, co czuje w 100%. Nie śpij więc i się obudź. Bądź zawsze w pełni tam, gdzie jesteś, ponieważ tylko w tym miejscu tak naprawdę jesteś i możesz coś zrobić.


Daniel Karwicki

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Pomyśl, zanim osądzisz

Pomyśl, zanim osądzisz


Autor: Daniel Karwicki


Czy osądzanie niesie ze sobą jakąś korzyść? Podejrzewam, że większość ludzi odpowiedziałaby na to pytanie negatywnie. Rozsądek podpowiada, iż krytyka, szczególnie ta bezpodstawna, rzeczywiście nie przynosi żadnej korzyści ani wartości. Jak to jednak wygląda w życiu codziennym? Cóż, tutaj sprawy nie wyglądają zbyt pięknie.


O bezcelowości osądzania drugiego człowieka mówi się w zasadzie od tysiącleci. Na przestrzeni dziejów oraz w różnych kulturach powstały setki przeróżnego rodzaju przekazów i mądrości dotyczących krytykowania – w szczególności złego wpływu, jaki wywiera. Chociaż pisane i przekazywane innym językiem oraz uwarunkowane kulturowo, jak i czasami, w których powstały, zawierają w zasadzie tę samą lub podobną ideę, która mówi, idąc bodaj za Biblią, że:

„Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku?”

- Mt 7,1-3

Krytykować? A może jednak nie?

Interesujący jest fakt, iż pomimo tego, że mijają tysiąclecia od pierwszych wzmianek na temat szkodliwości osądzania, ludzie nadal potępiają i osądzają się wzajemnie, uważając to wręcz za coś „dobrego” i „normalnego”. Za coś, co ma „pomagać” innym. Jednak jest to dalekie od prawdy. Każde z nas miało okazję doświadczyć na własnej skórze przeróżnego rodzaju osądów i ich opłakanych rezultatów. I należy przyznać otwarcie, że wiele z nich wcale nie było pomocnych, a nawet wręcz przeciwnie. Wywoływały one odwrotny skutek. Osądy mają też bardzo niezdrowy wpływ na całe życie człowieka, o ile wcześniej człowiek się z nich nie wyleczy. Tak, nadmierne osądzanie potrafi odcisnąć trwały ślad w psychice. Nie tylko fizyczna przemoc zostawia ślady. Psychiczna również – i dobrze byłoby o tym pamiętać, szczególnie jeśli zamierza się krytykować innych.

Ludziom w wielu przypadkach wydaje się, iż dobrze jest nieść „pochodnię mądrości” i udzielać „cennych porad”, jednak nie zdają oni sobie w dużej mierze sprawy ze szkodliwości własnych poczynań. Tak naprawdę niewiele osób potrafi przekazać słowa krytyki w taki sposób, aby nie uraziły one drugiego człowieka i nie wywołały w nim niechęci oraz oporu. Przekazanie takich słów jest prawdziwą sztuką i tak naprawdę niewiele osób potrafi to umiejętnie zrobić. Dodam przy okazji, iż sam nie jestem w tym asem. Ciągle uczę się tzw. wstrzemięźliwości, jeśli chodzi o krytykę. Cieszę się natomiast z faktu, iż podjąłem się tego zadania, ponieważ jest warto. Wracając jednak do tematu.

Czytając książkę pt. „Szaman miejski”, której autorem jest Serge Kahili King, natknąłem się na interesujący fragment, który pozwolę sobie tutaj przytoczyć:

„Jednym z najbardziej zwariowanych przekonań, jakie ma nowoczesne społeczeństwo, jest mniemanie, że krytyka to rzecz pozytywna, która pomaga nam wyciągać stosowne nauki. Tymczasem, jedynym jej skutkiem jest stres i wzmocnienie tego, co krytykujemy”.

Interesujące, prawda? To nie wszystko, albowiem idąc dalej:

„Często jestem pytany o wartość tzw. konstruktywnej krytyki. Nie posiada ona żadnej wartości. Za takim określeniem kryje się po prostu chęć usprawiedliwienia swojej skłonności do wygłaszania krytycznych ocen. Motywacją wytykania komuś błędów jest raczej chęć „zdołowania” człowieka, niż autentyczne pragnienie pomocy. Jeżeli chcemy rzeczywiście pomóc danej osobie, powinniśmy wskazywać na jej sukcesy i uczyć ją sposobów ich osiągania”.

Mądre słowa, przynajmniej według mnie. Jeśli i Ty się z nimi zgadzasz, to cieszy mnie to niezmiernie. Faktycznie, chcąc pomagać innym ludziom, najlepiej przysłużymy się im, pomagając im budować postawę sukcesu. Jeśli chce się pomagać innym ludziom, to warto ich uskrzydlać, a nie podcinać im skrzydła. Żyjemy jednak w takiej kulturze, w której mimo wszystko panuje nadmierna krytyka. Co zatem można byłoby zrobić, jeśli już przyjdzie do udzielenia słów krytyki? Pomóc w tym mogą z kolei poniższe słowa, pochodzące sprzed kilku wieków z „Sekretnej księgi Samurajów” autorstwa Tsunetomo Yamamoto:

„Krytykować można dopiero wtedy, gdy ma się pewność, że dana osoba przyjmie krytykę. Można to zrobić, uczyniwszy ją wprzódy przyjacielem, gdy podziela się jej zainteresowania i gdy, dzięki naszemu zachowaniu, osoba ta obdarzyła nas całkowitym zaufaniem tak dalece, iż daje wiarę wszystkim naszym słowom.

Zacząć wypada od opisania własnych niedoskonałości, aby w ten sposób skłonić rozmówcę do wyrozumiałości, nie używając przy tym więcej słów, niż jest to konieczne. Dobrze jest wychwalać jego zasługi; należy koniecznie podnieść go na duchu, podbudować jego samopoczucie; uczynić tak wrażliwym na uwagi, jak człowiek spragniony wrażliwy jest na wodę. Dopiero wówczas można przystąpić do poprawiania jego błędów”.

Jak Ci się podoba taka filozofia, takie podejście, jeśli już musisz udzielić krytyki? Szczerze mówiąc, takie postępowanie jest o wiele zdrowsze niż to, które serwuje nam obecne społeczeństwo. Nie od dzisiaj wiadomo, że kraj kwitnącej wiśni także słynie z bogatej kultury i mądrości, tak więc dla własnego dobra i dla dobra innych można korzystać z różnych źródeł i przyswajać sobie to, co wartościowe – i przede wszystkim stosować to w życiu.

Warto pomyśleć, zanim się osądzi.

I to nie tylko raz. Jak to się mawia? Zanim coś powiesz, pomyśl dwa razy. Należy też dodać, iż jeśli wie się, że to, co ma się zamiar powiedzieć, nie przysłuży się nikomu ani niczemu i nie będzie niosło ze sobą żadnej wartości lub korzyści, to warto zamilknąć. Należy po prostu stanowczo stwierdzić, że osądzanie nie niesie ze sobą żadnej wartości – i niczego tak naprawdę nie daje. Chociaż… jest coś, co daje. Jednak te „dary” nie są czymś, czego człowiek tak naprawdę pragnie i potrzebuje. Ja mam takie powiedzenie:

„Bądź skąpy, jeśli chodzi o krytykę. Bądź szczodry, jeśli chodzi o pochwały”.

Tak, bądź prawdziwym skąpcem, sknerą, jeśli chodzi o osądzanie innych. Kiedy ciśnie Ci się jakiś komentarz na usta, który jest niepotrzebny, powstrzymaj się i pomyśl o tym, czy to, co zamierzasz powiedzieć, jest w ogóle potrzebne i istotne. Pamiętaj, że słowa też ranią i niewłaściwie użyte mogą przyczynić się do nieporozumień, których tak naprawdę nie chcesz i których nie chce też druga osoba. Wypluć z siebie potok zbędnych słów nie jest sztuką. Sztuką jest zachować to, co się myśli dla siebie i przemyśleć to, co się myśli.

Warto podjąć się wysiłku w celu oduczenia się nadmiernego krytykowania. Dzięki temu człowiek ma spokój i co również ważne, mają go także inni. To naprawdę wielka korzyść, którą należy docenić. A energię i czas poświęcane na osądzanie można skierować zupełnie gdzie indziej. Np. na robienie czegoś konstruktywnego i użytecznego.

Na koniec nadmienię, że skoro powoływałem się w tym tekście na wspaniałe dzieła i mądrości, to na zakończenie zacytuję również wspaniałe słowa autora m.in. wspaniałego bestsellera „Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi”:

„Krytykować, potępiać i narzekać potrafi każdy głupiec – i większość głupców to robi. Ale aby zrozumieć i darować, potrzeba charakteru i samokontroli”.

- Dale Carnegie


Daniel Karwicki

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Czy Jestem Wystarczająco Dobry?

Czy Jestem Wystarczająco Dobry?


Autor: Aleksandra Jagodzińska


Czy jestem wystarczająco dobry/a, aby zasługiwać na uznanie i szacunek innych osób? Czy jestem wystarczająco dobry/a, aby poradzić sobie z samotnością?Czy jestem wystarczająco dobry/a, aby wybaczyć?Czy jestem wystarczająco dobry/a, aby osiągnąć to, czego pragnę?Czy jestem wystarczająco dobry/a, aby kochać i być kochanym/ą?Czy jestem wystarczająco dobry/a?


Czy jestem wystarczająco dobry/a, aby zasługiwać na uznanie i szacunek innych osób?

Pomoże Ci w tym krótki trening asertywności. A czym jest ta Asertywność? To nie tylko umiejętność mówienia słowa „nie”, bo co to za komunikat dla drugiej osoby? Żaden, bo ona spróbuje jeszcze raz i będzie próbowała nadal, aby narzucać Ci swoje poglądy, a często nawet swoją osobę, albo będzie terroryzowała Ciebie swoimi negatywnymi zachowaniami.

Nie ma znaczenia, czy dotyczy to Twojego życia prywatnego, czy zawodowego. Być asertywnym to szanować siebie i swoje prawa, a także prawa i uczucia drugiego człowieka.

Pamiętaj: Jeśli czujesz się zakłopotany lub coś Ci się nie podoba, to śmiało stań przed drugą osobą i odwołaj się do swoich uczuć mówiąc: „CZUJĘ zakłopotanie/dyskomfort/smutek itp., KIEDY tak mówisz/zachowujesz się w taki sposób, WIĘC PROSZĘ nie rób tego więcej/WIĘC OCZEKUJĘ, że to więcej nie powtórzy się.

Ważne: Odwoływanie się do uczuć ma potężny przekaz, a nie atak na drugą osobę zarzucający jej złe zachowanie i bycie niedobrym człowiekiem. Wiedz, że od razu spotkasz się z odmową, bo oczywiste jest, że taka osoba zacznie się bronić i udowadniać, że to Ty się mylisz i nie masz racji, a nie o to przecież chodzi, prawda?

Czy jestem wystarczająco dobry/a, aby poradzić sobie z samotnością?

Z chwilą kiedy świadomie i otwarcie zaakcentujesz siebie, swoją odrębność, to jaki jesteś naprawdę i czego chcesz od życia - może zdarzyć się, że niektóre osoby, którymi do tej pory otaczałeś się, na które liczyłeś, które pokochałeś – odejdą od Ciebie. (doświadczyłam tego sama) Wówczas zaczyna się nowy etap w Twoim życiu i nie jest to chwilowe, ale permanentne, więc będzie postępowało przez całe Twoje życie.

Ważne: Nie bój się tego, nie uciekaj we wcześniejsze iluzje i wyobrażenia, bo jeszcze bardziej zaplączesz się, jeszcze bardziej będziesz czuł się wewnętrznie zamknięty i ściśnięty.

Pamiętaj:

„Samotność to odkrywanie samego siebie. Osamotnienie to tęsknota za innymi, dopominanie się o innych, uzależnienie od innych. Stąd, ktoś inny ma nad tobą władzę, a ty masz władzę nad kimś innym. Osamotnienie jest słabością. Samotność jest siłą” Osho

Więcej na ten temat znajdziesz w moim artykule: „Czy smakowanie samotności jest dobre?” - kliknij tutaj.

Czy jestem wystarczająco dobry/a, aby wybaczyć?

Najważniejsze to zachować zrozumienie dla innych. Nie wymagajmy tego samego od drugiej osoby (przyjaciela, znajomego, współmałżonka, dziecka, kogoś bliskiego), bo byłaby to zwykła presja.

Jeśli zwróciliśmy komuś wolność od siebie, odczuwamy nie tylko ulgę na sercu, ale i scalamy nasze energie. Budzimy w sobie w ten sposób akceptację dla myśli, działania i zachowania drugiej istoty.

Wybaczenie nie ma nic wspólnego z usprawiedliwianiem się, bo… Wybaczenie to odpuszczenie, puszczenie wolnym czegoś lub kogoś. Im dłużej ciągniesz to ze sobą, tym bardziej cierpisz, blokujesz się. Twoje Ego uważa Odpuszczenie za stratę czasu, ale miej świadomość, że „ego” to nic innego jak Twoje wyuczone nawyki, schematyczne myślenie, działanie, przyzwyczajenia i zaprogramowanie.

Pamiętaj: Nigdy nie wybaczysz nikomu dopóki nie wybaczysz najpierw sobie. Wszelkie krzywdy, których doświadczyłeś, wszelkie cierpienia i urazy, to wszystko siedzi głęboko w Tobie – Twoje ciało sygnalizuje Ci to każdego dnia poprzez wszelkie dolegliwości, a życie przyciąga do Ciebie często sytuacje i ludzi, których chciałbyś uniknąć.

Ważne: Powiedz sobie: „Wybaczam sobie wszystko i akceptuję siebie w pełni”. Zwróć uwagę na to: Co czujesz wypowiadając te słowa? Co się z Tobą dzieje? Czy odczuwasz opór? Zaczęło coś Cię boleć, dusić? Jeśli tak, to już wiesz od czego należy zacząć swoją pracę. Jeśli będziesz miał z tym problemy, to poproś o profesjonalną pomoc i wsparcie.

Więcej na ten temat znajdziesz w moim artykule: „Wybaczam Ci” – kliknij tutaj.

Czy jestem wystarczająco dobry/a, aby osiągnąć to, czego pragnę?

Nie zmieni się nic w Twoim życiu dopóki nie nauczysz się dziękować za to, co już masz. Nie zmieni się też nic u Ciebie dopóki będziesz dalej robił to, co do tej pory, w taki sam sposób i z takim samym podejściem, zaangażowaniem i myśleniem.

Pamiętaj: Najważniejsze rzeczy w życiu jak miłość, wiara, przyjaźń, radość są za darmo, a często ich nie dostrzegamy i przez to nie potrafimy się nimi cieszyć. Doceń je!

Ważne: 20% rzeczy zabiera 80% naszego czasu (prawo Pareto). Co to oznacza dla Ciebie? To, że zajmując się małymi sprawami, otrzymujesz małe efekty, a tracisz więcej energii, niż gdybyś zajmował się dużymi. Zrób sobie listę zjadaczy czasu, na jakich tracisz najwięcej energii i unikaj ich.

Największymi demotywatorami w naszym życiu są: lęk, żal, samotność, wypalenie, konflikt wartości, zależność od innych, niejasność co do dalszej życiowej drogi, niewłaściwe określenie celu.

Co zrobić? Przepracuj je, w spokoju, bo tylko w taki sposób przestaniesz tracić energię. Wiedz, że „nicnierobienie” jest o wiele bardziej męczące niż realizowanie własnych marzeń i planów. Więc najpierw zrób porządek w środku, następnie weź się za porządki zewnętrzne, a dasz sobie bez problemu radę i osiągniesz to, na czym Ci tak bardzo zależy.

Czy jestem wystarczająco dobry/a, aby kochać i być kochanym/ą?

Tak, jesteś, bo już wybaczyłeś sobie, przepracowałeś wszelkie ograniczające Cię aspekty. Teraz nie tylko Twój umysł, ale i Twoje serce jesteście gotowi na to, aby w pełni otworzyć się i pozwolić sobie na to, aby kochać i być kochanym.

Pamiętaj: Szukanie miłości to inaczej polowanie na nią, więc nie rób tak, bo to nigdy nie da Ci właściwego partnera/właściwej partnerki. Przyniesie Ci za to tylko ogrom nieszczęścia, żalu i pretensji.

Ważne: Nie bądź też niecierpliwy, nie żądaj i nie nalegaj, aby miłość przyszła od razu. Możliwe, że nie jesteś jeszcze do niej gotowy lub niewystarczającą dojrzały, aby otrzymać uczucie, jakiego pragniesz.

Pośpiech może też skierować Cię w ramiona osoby, która tak samo będzie niegotowa i niedojrzała do głębokiej, pełnej miłości. Więc nie naciskaj, bo tylko zaszkodzisz sobie, bo zranisz lub zostaniesz zraniony.

Nie decyduj się też na kogokolwiek, aby tylko być z kimś. Bądź świadomy swoich możliwości, bądź świadomy tego, kogo pragniesz mieć w swoim sercu, z kim chcesz połączyć swoją duszę.

Więcej na ten temat znajdziesz w moim artykule: „Polowanie na miłość. Jak kochać i być kochanym?” – kliknij tutaj.

Czy jestem wystarczająco dobry/a?

Tak, JESTEM. Nie pozwól, aby ktoś narzucał Ci swój tok myślenia, blokował Cię, powstrzymywał swoimi opiniami i często krzywdzącymi komentarzami. Nie myl też braku doświadczenia oraz zdobytych kompetencji z tym, że nie jesteś w czymś dobry. Na chwilę obecną wiesz tyle, ile wiesz i zrobiłeś tyle, ile mogłeś zrobić i tyle, albo aż tyle.

Ważne: Martwienie się tym, na co nie masz wpływu, tym, co przeminęło lub jeszcze nie wydarzyło się – mija się z celem i pozbawione jest sensu. Jeśli w danej sytuacji nie radzisz sobie z czymś, to stanowi dla Ciebie konkretny komunikat – tylko naucz się patrzeć i widzieć i śmiało stawiaj czoła trudnościom.

Pamiętaj: Takie podejście pozwoli dojść Ci do wniosków, że zawsze należy myśleć konstruktywnie, że jak trzeba to uczysz się czegoś nowego, szukasz rozwiązań, więcej pracujesz nad czymś lub nad sobą, a czasami nawet zmieniasz wszystko i podążasz całkowicie nową drogą, bo…

„Nic nie dzieje się Tobie, tylko dla Ciebie” B. Katie

Jesteś, byłeś i zawsze będziesz wystarczająco dobry, aby kochać, akceptować, przyjmować do siebie i ufać. Bez tego kim byłbyś? Zwykłym, zaprogramowanym ludzkim robotem, który nakręcony przez innych tylko funkcjonuje, a nie żyje zgodnie ze swoim potencjałem.

KAŻDY Z NAS JEST WYSTARCZAJĄCO DOBRY, ABY BYĆ PO PROSTU SOBĄ


Jesteś Gotowy Na To? - Uczucia & Emocja - Aleksandra Jagodzińska

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.